czwartek, 17 marca 2016

Absurd w mięciutkich bamboszkach, czyli 'Dożywocie' Marta Kisiel

Ciągle jestem zabiegana, ale w końcu zaczęłam sobie wszystko układać. Ogarniam pracę magisterską, widziałam się już z promotorem i mam jakiś plan działania. Nawet się tym trochę zajarałam.
I dziwnym trafem znowu zaczęłam czytać kilka książek naraz. Staram się stopować z sięganiem po nowe książki, ale wciąż nie potrafię się powstrzymać! Jedna dziś przed Wami.
*Dożywocie*
Marta Kisiel

*Język oryginalny:* polski
*Kategoria:* literatura piękna
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2010
*Liczba stron:* 347
*Wydawnictwo:* Uroboros
"Jako tradycyjny Anioł Stróż Licho nie miało na wyposażeniu żadnych mieczy ognistych ani tym podobnych robiących odpowiednie wrażenie akcesoriów, mogło co najwyżej kopnąć z bamboszka."


*Krótko o fabule:*
Konrad dostaje w spadku od nieznajomego krewnego dom - Lichotkę, wraz z jego mieszkańcami. Oczami wyobraźni już widział jak remontuje starą posiadłość i sprzedaje ją, nieźle się na tym wzbogacając. Nie przewidział jednak, że lokatorzy Lichotki będą tak osobliwymi postaciami. Bezosobowe, wciąż kichające Licho - anioł stróż w bamboszkach i za dużych koszulkach, widmo w marynarce i kamizelce, niczym Werter wyciągnięty z kart powieści, czyli panicz Szczęsny, cztery taplające się w wannie utopce, no i oczywiście pradawny potwór mieszkający w piwnicy i pichcący przysmaki - Krakers. To towarzystwo przewróci życie Konrada do góry nogami.

*Moja ocena:*
Ostatnio o twórczości Marty Kisiel jest bardzo głośno, co po przeczytaniu Dożywocia przestaje być dla mnie taką dziwną sprawą. Przyznam, że mnie kupiła już informacja na pierwszych stronach, gdzie w notce o "ałtorce" dowiedziałam się, że jest fanką Słowackiego. W odwiecznej dyskusji Mickiewicz kontra Słowacki zawsze byłam sercem za tym drugim, jako jedna z niewielu. Marta Kisiel wydała Dożywocie już w 2010 roku, a cztery lata później powróciła z książką Nomen Omen. Wtedy to powstała dyskusja o niemal niemożliwej do zdobycia debiutanckiej powieści ałtorki. Poskutkowało to wydaniem dodruku, w zeszłym roku, który udało mi się kupić na Wrocławskich Targach Dobrej Książki. Na których nawet dostałam autograf Marty Kisiel.
Lektura trochę przeczekała na mojej półce, ale kiedy w końcu po nią sięgnęłam to wypominałam sobie, że tyle zwlekałam. Bo to przede wszystkim kawał dobrej rozrywki, której każdy czytelnik czasami potrzebuje. Atłorka nie ograniczyła się tylko do jakiejś zabawnej postaci czy abstrakcyjnej sytuacji. Ona po prostu bombarduje nas mnóstwem humoru, który dociera z każdej możliwej strony. Anioł w bamboszkach, który ma uczulenie na własne pierze? Panicz-widmo, który przypomina powracającego zza grobu Wertera? Do tego mówi wierszem, często znanym przez czytelnika? Każda ta mała sytuacja sprawia, że czytelnik uśmiecha się do siebie i zastanawia się co nowego przyniosą dalsze losy bohaterów.
A to właśnie w nich jest siła. Sama fabuła może jest dość prosta, całość składa się z kilku opowiadań, brakuje tutaj głównej osi. Jednak przestaje to być wadą kiedy człowiek pozna już wykreowanych przez ałtorkę bohaterów. Wszystko przez to, że trudno ich nie polubić. Czułam się trochę jak Konrad, czyli człowiek przechodzący małą przemianę za sprawą reszty lokatorów. Ja sama powoli, razem z nim obdarzałam uczuciem poszczególne postaci. Licha trudno nie pokochać od początku, a z całą resztą docierałam się, aż na koniec było mi smutno, że trzeba się pożegnać. 
ilustracje do książki wykonała Elwira Pawlikowska, zajrzyjcie na jej stronę, bo warto LINK
Jak na polonistkę przystało Marta Kisiel czerpie garściami z historii literatury. Oczywiście widać to przede wszystkim w wypowiedziach panicza Szczęsnego, ale nie tylko. Uśmiechnęłam się z sentymentem przy odniesieniu do Dzikich Łabędzi Andersena i robieniu koszul z pokrzyw. To była jedna z moich ulubionych bajek dzieciństwa! 
Język, którym posługuje się ałtorka jest bardzo barwny i plastyczny. Już dawno nie spotkałam się ze stylem, który byłby tak oryginalny. Uwierzcie, nikt nie tworzy takich opisów jak pani Kisiel! Nawet podczas tych długich nie ma czasu na nudę, czyta się to jak historię opowiadaną przez uzdolnionego bajarza. Dodając do tego fakt, że każda z postaci jest bardzo charakterystyczna okazuje się, że ałtorka nie musiała dopisywać niczego w stylu "- powiedziało Licho", bo po dodaniu typowego dla anioła "apsik" czy "alleluja" dobrze wiedzieliśmy, że to właśnie ono zabrało głos. 
Można się przyczepić, że książka ma trochę infantylny wydźwięk, z tymi wszystkimi aniołami, różowymi króliczkami i kotkami. Według mnie Marta Kisiel idealnie wyważyła ilość słodyczy i okraszając wszystko taką dawką humoru zniwelowała szanse na możliwe zasłodzenie. Już bardziej prawdopodobna jest śmierć ze śmiechu.
Podsumowując, jeżeli macie ochotę szczerze się pośmiać przy porządnej, bardzo polskiej literaturze, z masą odniesień do znanych nam dzieł, sięgajcie po Dożywocie. Marta Kisiel zapewni Wam kupę frajdy, a wykreowanych przez nią bohaterów trudno będzie opuścić! Spróbujcie, bo warto :)

Moja ocena: 8/10

Zapraszam do polubienia fanpage'u Marty Kisiel - Kisiel z Kłulika

Wyzwania:

http://bohater-fikcyjny.blogspot.com/2015/12/31-wyzwanie-czytelnicze-2016-konkurs.html







Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka